Czwartek,
nie było aż tak źle, w końcu zaczęłam pisać swoją pierwszą książkę, napisałam już pierwszą część. Radosna powędrowałam do szkoły z Kingą.
-Ty, a co ty taka szczęśliwa? Dzisiaj sprawdzian, zapomniałaś?
-A ja zaczęłam pisać swoją pierwszą ksią...co?! Dzisiaj sprawdzian? Ale, ale z czego?!
-No z matmy, zapomniałaś co?
-No tak jakby, a sprawdzian jest z ułamków czy z równań?
-Z ułamków, tak jak mówisz.
-A to spoko, bo ja akurat ułamki pojmuję nie to co Rafał.
-No racja on to ma dzisiaj przechlapane.
-Niestety tak ale co poradzisz takiemu jak on, skoro się nikogo nie chce słuchać.
-Kurczę, ale dzisiaj brzydka pogoda, ciągle leje, mam nadzieję, że jutro nie bedzie takiej ulewy.
-Czemu? Co jutro jakaś wycieczka?
-Niee, ale jutro jadę z tatą pierwszy raz na ryby, wiesz zaskoczył mnie tym zaproszeniem na łowienie i na obiad do "Vilemmo".
-A "Vilemmo" to ta najjdroższa w mieście restauracja no nie? Skąd on ma na to kasę mi powiedz. Bo ja nie mam pojęcia.
-Wiesz powiedział mi, że zbierał na to przez półtora roku, a uzbierał trochę kasy jak był na rybach.
-A co u twojej mamy?
-U mamy? No wiesz znalazła sobie nowego,ale jak go widzę to mnie w gardle ściska z nerwów, nie toleruję go wogule.
-No no rozumiem, wiesz mam bilety na jutro do kina może pójdziesz ze mną, bo nie chce misię iść samej.
-To może zaproś Artura, co?
-No, co ty chyba teraz żartujesz!
-Ej no, czemu nie?
-No, bo sięzdeczka wstydzę i ty dobrze o tym wiesz, prawda?
-No wiem, ale musisz spróbować, więc ja go zaprosiłam do ciebie.
-Co?!?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz